Franz Schubert (1897-1828)
VIII Symfonia h-moll D. 759 „Niedokończona”
To pierwsza w dziejach muzyki symfonia prawdziwie „romantyczna”, romantyczna „z ducha” – jeśli mówić o czysto substancjalnej, muzycznej zawartości dzieła, romantyczna także ze względu na historię – i właściwie do dziś nierozwikłaną tajemnicę. Znamy ją powszechnie jako dzieło dwuczęściowe, z punktu widzenia klasycznej formy „niekompletne”, ale przecież w tym samym 1822 roku, kiedy Symfonia h-moll powstawała, Beethoven ukończył swoją ostatnią Sonatę fortepianową c-moll op. 111, również dwuczęściową! I pamiętamy, co ponoć miał odpowiedzieć na pytanie o brak trzeciej części: bo „nie miał czasu i dlatego wołał raczej nieco rozbudować część drugą” (Mann, Doktor Faustus). A przecież oba dzieła – Schuberta i Beethovena – odbieramy dziś jako w pełni doskonałe, tworzące spójną, zamkniętą i komplementarną całość. Mało, Brahms podczas próby nazwać miał ją kiedyś „Skończoną w h-moll”, a zdziwionym muzykom wyjaśnić: „Jeżeli wszystkie dzieła byłyby skończone tak jak to, wierzcie mi, bylibyśmy w prawdziwym muzycznym raju”. A jednak Schubert zaczął pisać część trzecią. Po pierwszej, Allegro moderato, będącej głęboko odczutym „lirycznym dramatem”, i drugiej, Andante con moto, kojącej swym melancholijnym nastrojem i niebiańską, miejscami wręcz eteryczną brzmieniowością. Zaczął, i...
Cofnijmy się kilka lat wstecz. W 1819 roku Schubert pracuje nad Sonatą fortepianową cis-moll (D. 655), którą przerywa po ekspozycji, po 73 taktach. W rok później rozpoczyna dwunasty kwartet smyczkowy, kończy część pierwszą, zaś kolejne Andante przerywa po 41 takcie (owa pierwsza część jako Quartettsatz c-moll uważana jest za jedno z jego kameralnych arcydzieł). W 1821 roku rozpoczyna pracę nad siódmą symfonią, w E‑dur – i tym razem pracę doprowadza do końca, po czwartej części zapisując nawet: Fine, lecz... ponad dwie trzecie utworu to przecież pojedyncza linia melodyczna! Choć wiele miejsc będzie całkowicie zinstrumentowanych, Schubert i tej partytury nie kończy – i do Symfonii E-dur (D. 729) już nie powróci. Symfonia „Niewykończona”? –Trudno byłoby o lepszy tytuł. Oczywiście dziś już „wykończona”: znamy co najmniej cztery rekonstrukcje, a wersję Briana Newboulda (1978) nagrał w kompletnej edycji symfonii Schuberta sam Sir Neville Marriner. Przychodzi rok 1822 i Schubert rozpoczyna kolejną, ósmą symfonię, w h-moll – TĘ SYMFONIĘ. Kończy dwie części, zaczyna scherzo, jego początek nawet instrumentuje – i nie wiemy, co było dalej. Dlaczego i tym razem przerwał? Jaki miał być finał? Prawo serii? Fatum?
Dwie ukończone części Symfonii h-moll Schubert przekazał Anzelmowi Hüttenbrennerowi, w podzięce za honorowy dyplom Styryjskiego Towarzystwa Muzycznego w Grazu, ten zaś przechował partyturę do 1865 roku (a może też zgubił dwie ostatnie części, jeśli takowe były?). Dwie znane części 17 grudnia 1865 roku przedstawił w Wiedniu Johann von Herbeck, dodając na zakończenie finałową tarantellę z III Symfonii D-dur – bez ładu i składu, byle z końcowym „efektem”.
A później lata całe dyskutowano nad niezwykłą formą dzieła, wysuwano różne hipotezy, aż w końcu w 1928 roku doszło do zamachu na „niedokończoność” Symfonii, na szczęście nie w pełni udanego. Wykorzystując 100. rocznicę śmierci Schuberta, firma Columbia Gramophone Company ogłosiła konkurs na dokończenie Symfonii „Niedokończonej”. W konkursie zwyciężył angielski pianista i kompozytor Franck Merrick (notabene nie wykorzystał zachowanych szkiców scherza) – i tak „dokończoną” „Niedokończoną” nagrano i opublikowano na płytach „Columbii”. A później ruszyła lawina kolejnych rekonstrukcji scherza i kolejnych hipotetycznych finałów (wersję Newboulda z 1982 roku nagrał we wspomnianym komplecie Sir Marriner). Wolimy jednak wersję dwuczęściową – w końcu jest ona „żywą legendą”.
Przyszedł rok 1939 – i dokonano kolejnego „zamachu”: niemiecki muzykolog Arnold Schering sięgnął po zachowany niezwykły autograf kompozytora, zatytułowany „Mój sen” (z datą 3 lipca 1822 roku) i odczytał w nim domniemany program dwóch pierwszych części Symfonii h-moll. W swojej pracy powiązał kolejne fragmenty owego onirycznego zapisu z kolejnymi fragmentami partytury – i rezultat okazał się niezwykle interesujący. Oto fragmenty:
(Część I. Allegro moderato) Byłem bratem wielu braci i sióstr. Nasz ojciec i matka byli dobrzy. Odnosiłem się do wszystkich z głęboką miłością. Pewnego razu poprowadził nas ojciec w miejsce przeznaczone dla rozrywek (...) i rozkazał mi, bym skosztował drogich potraw. Nie mogłem tego uczynić i rozgniewany ojciec wypędził mnie sprzed swego oblicza. Odszedłem więc i – z sercem przepełnionym miłością do tych, którzy ją odtrącili – wędrowałem przez obce strony. Przez długie lata czułem, jak rozdzierał mnie największy ból i największa miłość. Wtedy doszła mnie wieść o śmierci mej matki. Pośpieszyłem, by ją zobaczyć, a ojciec, złagodzony bólem, nie wzbraniał mi wejścia. (...) W żałobie podążaliśmy za zmarłą. Od tego czasu pozostałem w domu. Wówczas zaprowadził mnie ojciec po raz wtóry do swego ulubionego ogrodu. Ogród wydał mi się ohydny (...) Ponownie zapytał, czy ogród mi się podoba. Drżąc, zaprzeczyłem. Wówczas ojciec uderzył mnie, a ja odszedłem. (...) Przez długie lata śpiewałem pieśni. Gdy chciałem wyśpiewać miłość – zamieniała się w ból. Chciałem znowu ból wyśpiewać – zamieniał się w miłość. Tak rozdarty byłem przez miłość i ból.
(Część II. Andante con moto) I kiedyś otrzymałem wiadomość o śmierci pobożnej dziewicy, która niedawno zmarła. Jej grób otaczał krąg, w którym wielu młodzieńców i starców poruszało się w wiecznej szczęśliwości. (...) Niebiańskie myśli wybiegały z grobu dziewicy, jak iskry spadając na młodzieńców – i wydawały przy tym łagodny szmer. Zatęskniłem wówczas za tym, by tam również przebywać. (...) Poszedłem w kierunku grobu (...) i nim się spostrzegłem, znalazłem się w kręgu, który wydawał cudowny dźwięk. Odczułem, jak wypełnia mnie wieczna szczęśliwość. Zobaczyłem ojca, kochającego i już pogodzonego. Płacząc, zamknął mnie w swoich ramionach. Ja jednak płakałem bardziej.
Byłażby zatem „Niedokończona” Schuberta nie tylko pierwszą symfonią romantyczną, lecz zarazem pierwszą w dziejach muzyki symfonią programową – na osiem lat przed Symfonią fantastyczną Berlioza?
Stanisław Kosz
